Moje rowerowe wakacje Cz.4

To moja trasa na dziś. Poprawiałem ją kilka razy w czasie tego dnia :D Wysiadłem na stacji Rejowiec Fabryczny. Mój plan jest taki, że ruszam do Poleskiego Parku Narodowego, robię kółko i wbijam do Lublina. Początek bez atrakcji mijałem kopalnie margla, przejeżdżałem przez drogę krajową "12", którą mam koło domu. Stanąłem na krótką przerwie przy Zalewie Wojtasa. Wymyśliłem sobie, że przejadę sobie kawałkiem szlaku tak dla urozmaicenia. Tutaj płasko, więc grunty miały być do mnie nie straszne. Szlak nie istniał, ledwo się tu przedarłem przez krzaki, a na końcu wyjechałem na jakimś polu i tak czy siak musiałem prowadzić rower. W Wielkopolu stoi wieża widokowa. Nic szczególnego z niej nie widać :D Nawet na rowerze można mieć problem z wyprzedzaniem :D Poleski Park Narodowy. Nie wiedziałem o nim kompletnie nic. Jechałem totalnie w ciemno, wskazując trasę palcem po mapie. Najpierw wjechałem do mniejszej części parku oddzielonej od reszty. Mamy tu 2 bagna: Bubnów i Staw. Ścieżka przy Bagnie Bugnów elegancka taka jak lubię. Pusto, więc rowerkiem sobie mogłem na spokojnie śmigać. Od wieży widokowej do następnej.  
 Pięknie zielono, dobrze się nawet ten Park rozpoczął. Oczywiście nie mogło być tak kolorowo, na początku gdy jechałem przez te krzaki musiałem gdzieś przebić koło, bo mi powietrze zaczęło uciekać. Co jakiś czas musiałem dopompować, nie chciało mi się tak od razu zmieniać, liczyłem, że na noclegu na spokojnie ogarnę. Daleko już nie miałem. Przejechałem koło ośrodka edukacyjnego, gdzie były pobudowane jakieś drewniane chaty. Na wieży widokowej "Durne Bagno" Sporo tu takich małych atrakcji porobionych. Mijałem nawet jakieś pole namiotowe pttk Tu już powietrze zaczęło uciekać na tyle mocno, że cieszyłem się, że meta za rogiem. Zatrzymałem się na polu namiotowym Polesie. https://maps.app.goo.gl/vnsDm28WRNtT3vWF9
Wszystko nowe, bardzo miła właścicielka. Na polu namiotowym stał tylko jeden camper, jacyś niemieccy emeryci. Zjadłem obiadek kupiony jakiś czas temu, zalepiłem dziurę w dętce i miło spędziłem wieczór w spokoju. Jak na sam początek byłem bardzo zadowolony z pobytu na Polesiu. Wstałem wypoczęty i powoli ruszyłem na trasę. Oto ona: Jak dobrze widać na mapie ścieżka wcinała się między stawy. Oj bardzo mi się to podobało. Puściutko rankiem było, więc zwierzęta mi wskakiwały co chwilę przed oczy. Czapla Biała Do niej dołączyła po chwili Czapla Siwa :D  💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗
   
 Nawet była czatownia tak jak w Dolinie Baryczy :D Zamaskowany Toi Toi :)  
 Dąb Powstańców  
 Atrakcja była tutaj przy atrakcji, mniejsze większe wieże widokowe, porobione eleganckie ścieżki, byłem zachwycony. Podjechałem nad Staw Moszne, tutaj pojawili się pierwsi turyści. Te drewniane kładki są poprowadzone po mokradłach, gdzie rośnie wiele rzadkich roślin. Trasy płaskie po przyjemnych terenach, co chwilę się zatrzymywałem, żeby coś zobaczyć. Nic mi nie dolegało, chociaż odczuwałem już takie ogólne zmęczenie. Gdybym się spakował tak, żeby nie mieć plecaka to by to wiele dało. Próbowałem podjechać pod Jezioro Łukie, ale z racji remontów, większość była pozamykana. Widziałem rozładowują drewno pod nowe ścieżki.  
 Nareszcie udało się trafić na otwarte Muzeum Parku Narodowego. To może czas na krótki opis: "Poleski Park Narodowy – park narodowy położony w województwie lubelskim, w polskiej części Polesia, utworzony 1 maja 1990. Obejmuje liczne bagna, torfowiska i jeziora zakolowe oraz naturalne kompleksy leśne z bogactwem flory i fauny, znajdujące się na Równinie Łęczyńsko-Włodawskiej. Powierzchnia parku wynosi 9760,2864 ha, zaś jego otuliny 13 702,77 ha Symbolem parku jest żuraw." Pooglądałem, pogadałem sobie z panią pracownik, wyszedłem na podwórze. Jakiś mini szlak pszczół z opisami, stawik gdzie pływały żółwie no fajnie. Miałem już iść do rowera, ale jacyś państwo wyszli od boku z takiej ścieżki. Wróciłem się i poszedłem tam zobaczyć. Okazało się, że był tutaj Ptasi Azyl, ośrodek rehabilitacji ptaków. A ja mam słabość do ptaków, bardzo lubię je obserwować. Spędziłem tam prawie godzinę.  
 Filmiki - 

 

Obok stały mniejsze klatki gdzie były krukowate i Pustułka. Przy Pustułce spędziłem najwięcej czasu. Skradła moje serce jedząc sobie kurczaczka.
Poleski Park Narodowy jak dla mnie jeden z najlepszych Parków w Polsce. Na nizinach TOP razem z Ujściem Warty oraz Doliną Baryczy. Nie spodziewałem się tego kompletnie. Dlatego jak tu nie kochać podróży :D Trzeba było jechać dalej. Minąłem Jezioro Uściwierz, jadąc taką wąską zarośniętą drogą. Na zdjęciu to nie góry, to Hałda Bogdanka 240m n.p.m Przy lotnisku w Lublinie bardzo dużo policji się kręciło, wszędzie znaki zakazu fotografowania, ale coś musiałem cyknąć. W sumie nigdy nie byłem bliżej płyty lotniska. A to już Lublin. Pierwszy raz jestem w tym mieście. To meta mojego wyjazdu. Znalazłem sobie pokoik, pierwszy raz byłem w takim gdzie się wpisywało kod brało klucze i z nikim nie widziało z obsługi. Rower zostawiłem w pokoju i wieczorem poszedłem na miasto.  
 Portal w którym widziało się ludzi w Wilnie  
 Dzień Ostatni 
 Dobrze się spało w łóżku, sam pokoju. Pokój musiałem opuścić dość wcześnie więc rower musiałem zabrać ze sobą. Pojechałem pozwiedzać sobie Lublin. Brama Krakowska - Historyczny symbol miasta  
Stare Miasto Tak w centrum co zwróciło moją uwagę to dużo poniszczonych kamienic tak porównując z innymi wielkimi miastami. Zdążyłem to sam stwierdzić, za nim znalazłem ten baner :D Oczywiście obowiązkowo to wejście gdzieś wysoko, aby obejrzeć panoramę miasta. Tym razem padło na Wieża Trynitarską. Zamek Lubelski Pierwszy z obiadów w Restauracji Ambaras - zajebista pomidorowa z mozzarella i boczkiem. Nie spodziewałem się, że to będzie takie dobre połączenie.  
 Jako, że miałem dużo czasu to mi się zaczęło lekko nudzić. Nie wchodziłem do żadnych muzeów, raczej zjeżdżałem parki. Tak bym umieścił Lublin w połowie stawki zwiedzonych miast. Powrót miałem przez Warszawę i jako, że miałem prawie 2h czasu na następny pociąg, pojechałem na miasto. Minąłem stadion narodowy i pojechałem na jednego z najlepszych kebabów w Polsce u Efesa. Naprawdę warto było. Później odwiedziłem kawiarnię Mała Sicilia Di Stefano Terrazzino. Powoli przenosiłem się klimatem do Włoch, lody miał wyborne :D Później już pociągiem do domu i tak zakończyła się moja podróż. 

 
 Podsumowanie: 
Ciężko opisać tak wielką i różnorodną wyprawę. Bieszczady i po Bieszczadach. Zapamiętam, żeby nie jechać z sakwami w regiony górskie. W głowie mam te krajobrazy z dróg, a było ich ponad 400km. Rozmaite noclegi, które dawały mi tak wiele wolności. Z każdego dnia potrafiłem wyciągnąć tak wiele zachwytów z rzeczy za którymi tęskniłem oraz tym co na nowo poznałem. Pomimo wielu trudów, zawsze każdy dzień się dobrze skończył.

Prześlij komentarz

0 Komentarze

Ad Code

Responsive Advertisement