Minerały i nocka w Masywie Śnieżnika

Hej
Wiecie, że od pewnego czasu zainteresowałem się geologią. Po prostu chciałem wiedzieć co mam pod nogami przemierzając tak wiele kilometrów.
Wiele razy znajdowałem jakieś ciekawe kamyki i nie znałem ich nazwy. Naoglądałem się również rolek na FB z przecinaniem minerałów i tak postanowiłem się zapisać na warsztaty geologiczne w Kletnie u Grzesia. https://www.instagram.com/geopasja/

Więc o 11:00 w Sobotę razem z grupą osób, nie ukrywam głównie rodziny z dziećmi zaczęliśmy warsztaty. Najpierw Muzeum Ziemi. Prywatny zbiór kamieni, 2 duże sale z minerałami. W pierwszej były głównie zbiory z Polski. Byłem w szoku, że takie okazy można było u nas znaleźć. Wielka różnorodność. Duża część ze znanych mi miejsc.


W drugiej sali z całego świata. Najcenniejsze w kolekcji były skamieniałe jaja dinozaurów. Najważniejsze przed nami: małe kilofy, okulary i ruszyliśmy na Hałdę Minerałów. Jest frajda sobie grzebać w ziemi i szukać kolorków. Trzeba mieć jednak trochę cierpliwości. Jak coś ciekawego ktoś znalazł to od razu Grzesiu mówił co to jest i dawał wskazówki. Ja początkowo próbowałem coś głębiej pokopać, licząc na coś jeszcze nieprzekopanego. Później jednak wziąłem sito i ze świeżego urobiska nazbierałem drobnicy i płukałem w strumyku. Miejsce w którym byliśmy jest ogólnodostępne. Z pewnością jeszcze tu wpadnę, bardziej przygotowany. Warto mieć z sobą wiaderko, w którym można na bieżąco płukać kamienie.

Całość trwała ponad 2h z tego co pamiętam. Oto moje zbiory. Fioletowy minerał to fluoryt. Dużo miałem oczywiście okazów z dużą zawartością kwarcu. Trafił mi się również ametyst, hematyt i drobne zielone pasma malachitu.

Dzień się jeszcze nie skończył. Pojechałem niedaleko do Kątów Bystrzyckich. Zostawiłem tam samochód, wziąłem swój duży plecak z namiotem i ruszyłem w drogę :D
Trasa:

Z początku podążałem Głównym Szlakiem Sudeckim. Na początku udało się złapać parę widoków, żeby później zatonąć na kilka kilometrów w lesie.

Dotarłem do przełęczy pod Chłopkiem, to miejsce dobrze mi znane. Tutaj dzięki tej mapie na wiacie udane mi się znaleźć orientacje, wyjść na drogę i złapać na stopa Porsche.

Dalej też praktycznie bez widoczków, ogólnie zauważyłem, że dosyć wietrznie dziś jest. Nie wróżyło to niczego dobrego.
Na przełęczy Puchaczówka pojawili się ludzie, ogniska, grille porozstawiane na polanie. Sporo ludzi schodziło z Czarnej Góry.

Śnieżnik pięknie widoczny, nadal na nim mamy śnieg.

To miejsce jest znane z zajebistych krajobrazów. Tu panorama, z daleka widoczna w centrum Ślęża, a bliżej na lewo koło niej Szeroka Góra, całkiem po prawo Jawornik Wielki.

Zrobiłem sobie przerwę na jedzonko, leżąc na łące koło drogi 392. Zaraz obok leży Kaplica Św. Anny. Tak właśnie zacząłem finałowe małe podejście dnia na Skowronią Górę 839m n.p.m

Szlak urokliwy polną drogą wokół ogrodzone pastwiska. Tak sobie pomyślałem, że może zrobię sobie ognisko na górze. Choć nie mam co na nim przyrządzić, zawsze będzie się można ogrzać. Nazbierałem kory brzozy na podpałkę po drodze.
Mój ulubiony kadr z tego regionu. Szczeliniec Wielki a za nim Śnieżka :D

Doszedłem na szczyt jakaś rodzinka zaparkowała sobie samochodem. Wiatr był bardzo odczuwalny. Kurde miałem wątpliwości czy dobrym pomysłem jest się tutaj rozkładać. Tyle, że na szczycie było takie super miejsce na ognisko, suche drewno uszykowane do palenia. Ciężko było zrezygnować z czegoś takiego. Zachód słońca też pięknie się mienił, a ja liczyłem na być może dobry wschód. Ciężko było rozłożyć namiot, a gdy się udało zacząłem robić zdjęcia zachodu słońca.


To był dobry pomysł, aby tu wrócić po dłuższym czasie.

Problem był taki, że to miejsce było dość ogólnodostępne, potem podjechał następny samochód, też na zachód słońca. Rodzinka z samochodu zainteresowała się mną, nawet poprosili o link do fanpage :D Każdy widział, że się tu rozłożyłem namiotem, nie podobało mi się to, ale no już stwierdziłem, że nie kombinuje.

Na zdjęciu mamy głównie Góry Sowie, Góry Wałbrzyskie i Góry kamienne. Na skraju po lewo widać Skalnik najwyższy szczyt Rudaw Janowickich.

I znów Szczeliniec i Śnieżka :D

Tak latałem góra, dół, kombinowałem jak się dało. W międzyczasie odpaliłem ognisko. Z tym wiatrem to chwila moment i się tak paliło, że aż musiałem je trochę zadusić :)


Velka Destna w centrum, widać wieże widokową.

Przy ognisku było fajnie ciepło, wiatr tak nie przeszkadzał.

Tak patrzę ktoś idzie z psami, no myślę, kolejny problem. Okazało się, że to gospodyni jedynego domu w tej wsi. Na szczęście była miła, trochę opowiadała i była w szoku, że tu tak sam zamierzam spać, przy tej pogodzie. Raczej każdy zwracał uwagę na temperaturę, a ona dla mnie akurat była spoko. Najmniej to chyba 5 stopni było. Ostrzegała, żebym nie używał dronów, bo jej to krowy straszy.

Powtórzę kolejny raz, uwielbiam nocne światła miast. Spróbowałem je uwiecznić, dobrze było widoczne Kłodzko.


Długo nie siedziałem, zostawiłem sobie opał na rano, wygrzany szybko wskoczyłem do namiotu. Komfort cieplny był naprawdę spoko, ale hałas generowany przez wiatr mnie co chwilę budził. To nie była super nocka. Po prostu chyba zapomniałem jak to się śpi w takich warunkach :D

Obudziłem się na wschód słońca i prognozy się niestety sprawdziły. Same chmury.

Poszedłem sobie dalej spać :D Wstałem po 07:00 rano. Pierwsze co zrobiłem to szybko rozpalałem ognisko. Wiatr był słabszy, ale mocno schładzał.


Daleko w centrum widoczna Czernica 1083m n.p.m

Trochę chmury ustąpiły, a ja ruszyłem w dalszą drogę.
Trasa:

Poprzedni raz jak tu byłem obiecałem sobie właśnie kiedyś przejść ten odcinek. Myślałem, że będzie lepiej, widoczki dosyć szybko się urwały. Szło się drogą pomiędzy ogrodzonymi wypasami krów. Byłem zaskoczony, bo długo się te pastuchy ciągły. Szans żeby namiot tutaj rozłożyć nie było.

Cisza sprzyjała napotykaniu zwierzaków :) Czułem się dziwnie, bo nie chciało mi się spać po nocy.

Co ważne nie ma tutaj oficjalnego szlaku zejściowego do Konradowa. Na mapie turystycznej jest pokazana ścieżka, ale mamy tutaj bramę. Za to kawałek dalej już była fajna polna droga wprost do wsi. Wiecie co, ja tu poczułem Beskid Niski. Wypasające się krowy, pastuchy, a teraz zejście do wioski istnie w tamtym klimacie. Uwielbiam takie ścieżki. Sami zobaczcie :D


Później ponad 4km odcinek asfaltowy aż do wioski Radochów. Znowu tutaj jestem. To miejsce mocno ucierpiało w trakcie powodzi, pomagałem tutaj sprzątać. Pamiętam jak przejeżdżałem uszkodzonym mostem, teraz już był całkowicie odnowiony.

Przede mną góra Cierniak 592m n.p.m. Zainteresowało mnie oznaczenie na mapie, że jest tu jakaś jaskinia. Faktycznie jest takie coś, ale wejście tylko na zapisy. Da się zejść w małe zejście samemu, ale raczej nic ciekawego.

Dotarłem do Kaplicy Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Nawet duża była, wokół zagospodarowane trochę. Na dole przeczytałem na tabliczce, że mieszka tutaj pustelnik. Myślałem, że to jakaś legenda czy coś, ale tak patrzę stoi mały domek. Podchodzę, a tam tablica.


Wokół chatki drewno pocięcie, narzędzia ogrodnicze i samochód terenowy zaparkowany. Bardzo mnie to zaciekawiło, że w tych czasach, ktoś żyje jeszcze w ten sposób. Masa pytań w głowie się pojawiła. Okazuje się, że tym pustelnikiem był Brat Elizeusz. Były jego zdjęcia porozwieszane, podziękowania. Tylko później przeczytałem w internecie, że on zmarł w 2023 roku. Nigdzie tam nie było takiej informacji. Dowiedziałem się, że teraz tam mieszka Siostra Agnieszka.
Schodziłem historycznymi 229 stopniami pątniczymi. To ludzie, którzy dali ofiarę na kaplicę. Schody nadal powstają. Po 2000 roku jest ich kilka, najnowszy bodajże parę lat temu, jeśli dobrze pamiętam.

Zszedłem do Radochowa i kierowałem się asfaltową drogą do Lądka Zdroju.

Lądek Zdrój ucierpiał podczas powodzi, widać wiele odnowionych kamienic, ale wciąż nawet w centrum miasta jest sporo do pracy. Chciałem sobie na rynku kupić jakiegoś gofra bądź zjeść loda. Godzina 13:00 niedziela, ładna pogoda, a tutaj pustka. Wszystko pozamykane, ludzi brak, masakra.

Znów pojawiłem się na Głównym Szlaku Sudeckim, początek zanim wszedłem las piękny.

Później się tak ciągłe aż do Przełęczy Głodowej. Pomyślałem, że mam czas, więc wrzuciłem plecak w krzaki i poleciałem na szczyt góry Siniak. Jest tutaj ścieżka geologiczna, więc wszystko się zgadza z tematyką wyjazdu. Na szczyt bez obciążenia dotarłem w chwilę moment. Parę informacji o tym miejscu.

Dla siebie zabrałem kawałek najprawdopodobniej gnejsu.

Ostatni widok na Czarną Górę spod szczytu.

Taki to wyszedł weekend. Jestem zadowolony, bo nadal potrafię poznawać góry na inny sposób. Nie planowałem wracać na Ziemię Kłodzką, a tu się trafiła okazja i wyszła przyzwoita wycieczka :D

Prześlij komentarz

0 Komentarze

Ad Code

Responsive Advertisement