Obudziłem się, za głową miałem okno, patrzę a tu wschód słońca. To był mu pierwszy wschód słońca, co nawet nie musiałem wystawiać nogi poza kołdrę XD Potem dalej poszedłem w spanko :D
Pełen energii ruszyłem w dalszą drogę.
Upał zrobił się ciut mniejszy, ciało bardziej przyzwyczaiło się do trudów, tylko plany stały pod znakiem zapytania. Jechałem po prostu dalej.
Jeździłem oglądałem wszystko wokół, wjechałem do słynnego lokalu poleconego od znajomych, którzy z górami raczej mają mało wspólnego.
"Baza ludzi z mgły"
Tarciuch był bardzo dobry :D Aaa i dlaczego, piesze wycieczki bywają lepsze od tych na rowerze? Bo można się napić normalnego piwa, a nie wody z chmielem.
Połonina Wetlińska, a na niej schron Chatka Puchatka. Z daleko było widać ten tłum ludzi, którzy tam krążą.
Cmentarz w Dwerniku
Most na Sanie
Jechałem sobie na pełnym luzie, bez planu na dziś, cały czas chłonąłem całe otoczenie. Ta droga w przeciwieństwie do "897" była mało uczęszczana.
Następna atrakcja była widziana daleko z drogi. "Cerkiew św. Michała Archanioła w Smolniku – cerkiew prawosławna, następnie cerkiew greckokatolicka. Od 1974 filialny kościół rzymskokatolicki pw. Wniebowzięcia NMP parafii św. Stanisława Biskupa w Lutowiskach." Dobrze, że przy każdej tego typu cerkwi stoi taka duża tablica informacyjna, to człowiek chociaż coś poczyta :D
Przed cerkwią dostrzegłem stado kóz. Popatrzyłem trochę na nie, zrobiłem fotę i wracając zauważyłem taką budkę, gdzie sprzedawali kozi ser. Pomyślałem, że na pewno wyrób lokalny, więc wstąpiłem. Pani mnie zaczęła częstować 10 rodzajami sera. Raczej nigdy nie byłem fanem kozich wyrobów, ale tutaj wszystko było wyborne. Od tej pory jak jeżdżę w góry to rozglądam się za takimi rarytasami. https://maps.app.goo.gl/vPzCbccrB4v2CscQ8
Kilometry mijały, a ja się coraz bardziej oddalałem od gór. Oczywiście droga dalej dawała w kość. Tak sobie podjeżdżałem powoli 10km.
Lutowiska taki fajna miniaturowa cerkiew. Na cmentarz nie wchodziłem, widząc jak jacyś ludzie podjechali i każdy z żubrem w ręku tam buszował.
Szlak architektury drewnianej zwiedzałem dalej, więc zjechałem z głównej drogi, kierując się pod granicę ukraińską.
Uwaga wyjeżdżając z Lutowisk wyjechałem również z Bieszczadów, wjeżdżając do Gór Sanocko - Turczańskich. Ten podział mi pasuje patrząc na krajobraz, który mi się odmienił. Myśleliście, że dłużej w tych Bieszczadach posiedzę, a jak tak szybko zwiałem :D
Pojechałem skrótem, pojawiły się bezdroża, ale było tak przyjemnie. Pamiętam tam moment dobrze. Cisza, sielankowość i piękne widoki.
Cerkwisko w Lipie. W 1900 r. została poświęcona tutaj nowa cerkiew, która spłonęła w 1981r.
Ale tu było pięknie. Góry na horyzoncie leżały już po stronie Ukrainy.
"Cerkiew Narodzenia Bogurodzicy w Michniowcu – dawna cerkiew parafialna greckokatolicka, wzniesiona w 1863 w Michniowcu.
Od 1971 cerkiew pełni funkcję rzymskokatolickiego kościoła filialnego parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Czarnej."
"Cerkiew św. Michała Archanioła w Bystrem – dawna filialna cerkiew greckokatolicka, zbudowana w 1902 roku. Od 1951 roku nieczynna kultowo."
Ta bardzo ładna, chociaż już trochę przywykłem do ich widoku i nie robiły już takiego wrażenia.
Powoli zaczynało się robić ciemno, była godzina 19:00, a ja nie miałem miejsca na nocleg. Na mapie dojrzałem cerkiew w Hoszowie, umiejscowioną na wzgórzu. Miałem do niej jednak jeszcze trochę jazdy.
Po drodze kolejna cerkiew w Żłobku, już nawet nie sprawdzałem na mapie co jest dalej ciekawego. Samo się trafiało. Patrzę otwarte. Bardzo miła pani sprzątała w środku, trochę sobie z nią pogadałem.
"Cerkiew św. Mikołaja w Rabem – drewniana greckokatolicka cerkiew, wzniesiona we wsi Rabe w drugiej połowie XIX wieku. Obecnie rzymskokatolicki kościół filialny Świętej Rodziny"
Godzina 20:00 jadę dalej, meta coraz bliżej. Ja nie liczyłem sobie ile kilometrów pokonałem, dopiero teraz pisząc tą relację się tego dowiaduje. Nie byłem jakoś mocno zmęczony, ale no wiadomo, cały dzień na rowerze.
20:30 - Podjeżdżam pod Cerkiew w Hoszowie. Ma ciekawą historię. "Budowę cerkwi rozpoczęto w roku 1939. Użyto do niej materiały z poprzedniej XVIII wiecznej cerkwi. Do wybuchu II wojny światowej zdążono postawić jedynie ściany. W trakcie wojny wykorzystywana przez Niemców jako magazyn amunicji, której wybuch poważnie uszkodził konstrukcję budynku. Budowa została dokończona w 1948 i do 1951 użytkowana była przez grekokatolików. W wyniku przesiedleń w 1951 cerkiew została opuszczona. Przez pewien okres służyła jako owczarnia. W 1971 została przejęta przez kościół rzymskokatolicki."
Zdjęcie poniżej jest złudne, było już wtedy ciemno. Stanąłem przy bramie zrobiłem zdjęcie i szukam miejsca do rozłożenia namiotu. Trochę przypał idę za cerkiew. Patrzę owce i ktoś chodzi niedaleko. Wszystko ogrodzone pastuchem, który działał xD Usiadłem przy tej cerkwi i grzebie w telefonie na mapie i szukam jakieś wiatki czy kawałku niewidocznego lasku. Taki trochę zrezygnowany się zrobiłem.
Jadę po prostu dalej, myśląc, że może coś się znajdzie. Po kilkuset metrach trafiam na pierwsze tabliczki informujące o przebiegu szlaku edukacyjnego. Mknę dalej, a tutaj najpiękniejsza informacja, że wiatka za kilometr. Kurde była i do tego jaka elegancka. Na żadnej mapie jej nie było. Duża z ławeczkami trochę na uboczu, ale lampa ze światłem dość blisko. Człowiek ma zawsze takie głupie szczęście.
Pokażę Wam zdjęcie z rana jak wyglądało moje nocowanie w namiocie.
Namiot malutki, ale materac dmuchany do niego wchodził, więc miałem miękko. Wszystko co najważniejsze w środku, a rower przypięty był do słupków i koło dotykało ścianki namiotu. Dodatkowo jeszcze sznurkiem obwiązałem rower i poprowadziłem sznurek do środka. Pełne bezpieczeństwo. Nic nie zakłóciło mi nocy, z samego rana się zwinąłem, nikt mnie może nie zauważył :D
Taka to była moja trasa tego dnia:

0 Komentarze