Czas powrócić na Sudeckie szlaki i zdobyć choć trochę szczytów ze Sudeckiego Włóczykija
Dzień 1
Trasę zapisałem 15 stycznia 2023 r., czyli po 3,5 roku dokonałem jej realizacji. Dlaczego taki wariant? Na mapie wyglądała świetnie, bogata w punkty widokowe, szlak obok potoku. Cel: Jizera, na którą da się wejść zdecydowanie szybciej, ale no po co :D
Na szlaku byłem dopiero po 10:00. Na wycieczkę zabrałem ojca. Trasa taka na cały dzień na luzie.
Zaparkowaliśmy w Hejnicach. Piękne miasteczko z Barokową Bazyliką Nawiedzenia NMP. Najpierw poszliśmy po prowiant do sklepu, po drodze zauważyliśmy, że jakaś impreza się szykuje na placu.
Okazale wyglądały te skałki na szczycie. Vyhlídka Hajní kostel – tam my teraz zmierzamy.
Jak to w Czechach szlak całkiem przyjemny, szeroki, tylko wszędzie było nawieszane taśm z napisem Horska Sluzba. Okazało się, że dzisiaj jest jakiś bieg, tylko dziwiło mnie to, dlaczego ludzie biegają z uprzężami. Na początku musieliśmy nabrać wysokości, miejscami trochę paliło. Gdy wyszliśmy na szlak wzdłuż Cerného Potoku, doceniliśmy piękne ukształtowanie Sudetów. Wszędzie było "naprószone kamykami".
Na końcu ścieżki Vodopád Černého potoka.
Miejscami miałem wrażenie, jakbym chodził po tatrzańskich lasach, idąc po kamiennych schodach ostro w górę.
Pierwsza widokowa atrakcja – Vyhlídka Hajní kostel. Same wejścia do punktu widokowego stanowiło ciekawe urozmaicenie i dostarczało adrenaliny. Wiecie, że lubię takie rzeczy.
Lekka mgła była cały dzień, ograniczała widoki na Góry Łużyckie.
Na zdjęciu kolejna skałka – Frýdlantské cimbuří.
Znowu ostro do góry. Ludzi było tak w sam raz, co jakiś czas przebiegali biegacze. Trasa po głazach, na szczęście było sucho, więc bez problemu z przyczepnością.
Ogólnie widoczek Wow, na samą górę wchodziło się po takich skałkach lawirując w prawo i lewo. Ładnie widać Hejnice. Tutaj rozwiązała się zagadka biegaczy. Część trasy pokonywali na wspinaczce. Nigdy się z czymś takim nie spotkałem.
Nie uwierzycie, ale dalej były łańcuchy, klamry i schodki. Chyba trzeba tu przyjechać zimą, gdy tu wszystko zasypie i zakuje lodem, może być ciekawie :D
Choć może nie szło się swobodnie, po takim krętym, ciasnym szlaku to było totalnie zero nudy. Kolejna skałka.
Za chwilę Polední kameny i widok z niej. Udało się wypatrzyć mój szczyt do Odznaki – Jizera (1122 m n.p.m.).
Smrk (1112 m n.p.m.) oraz polski Stóg Izerski (1106 m n.p.m.).
Jesień coraz bliżej :D
Żółty szlak zmieniał się krajobrazowo, znaleźliśmy się na takim płaskowyżu przypominającym bardziej polskie Góry Izerskie. Tak przez cały dzień do tych wszystkich punktów widokowych, szczytów prowadziły ślepe szlaki. Trzeba było się potem cofać.
Tak jak na początku szło się bardzo powoli, tak od połowy naszej drogi to była głównie autostrada, miejscami nawet po asfalcie się szło, jak to w Czechach bywa :D
Na Jizerę właśnie był taki szybki strzał mocno pod górę. Tutaj ludzi mocno przybyło.
Niestety, ale Karkonosze były dość słabo widoczne – Szrenicę i Wielki Szyszak można było dojrzeć.
Ještěd na mnie czeka, tak blisko, a jednak tak daleko :)
Weszliśmy w rejon torfowisk, poczułem się jak w Parku Narodowym.
Velká klečová louka – kolory MEGA :D
Knajpa na rozdrożu z piwem w dobrej cenie (50 Kč).
Torfowisko Na Čihadle znów z drewnianą ścieżką i małym punktem widokowym.
Dalej to już piesza autostrada, szybko po szerokiej ścieżce, rozglądaliśmy się po bokach za grzybami. Tak dobrym tempem zwiedzaliśmy kolejne skałki, np. Sněžné věžičky. Od tego momentu zaczęły się ciągnąć strasznie długie kładki. Jedna prawie kilometr i przerwa na Čertův odpočinek, i następna znowu kilometr, i to w dół. Zajebista trasa, sporo satysfakcji z chodzenia po tym.
Dalej chaos przy wodospadzie Velký Štolpich. Kręta ścieżka w dół i w górę. Znowu chwilowa zmiana krajobrazu i potem już lasem na ostatni punkt widokowy na Ořešníku. Genialny szczyt, z niełatwym wejściem i super widokami na okolicę. Ořešník jest dobrze widoczny z miasta.
Końcówka czerwonym szlakiem do Hejnic, żeby zdążyć przed nocą. Na dole festyn, albo raczej impreza po biegu. Trwał koncert, dużo stoisk z jedzeniem i napojami. Chwilę popatrzyliśmy, odwiedziliśmy sklep i pojechaliśmy na nockę na pole namiotowe Pod Opaleńcem. Bardzo miły gospodarz. Chyba nie nocowałem jeszcze na polu zorganizowanym w taki sposób.
Podsumowanie Dnia 1: Trasę naprawdę polecam. 28 km i 1200 m przewyższeń dla niektórych to sporo, ale jest petarda. Jest mega różnorodnie, poznajemy góry od każdej strony.
Dzień 2
Od rana zapowiadany był deszcz, na szczęście wszystko się przesunęło. Cel to krótka trasa na Sępią Górę.
Po drodze na "Skałki Zakochanych" trafiliśmy na ruiny Kesselschlossbaude – schroniska górskiego powstałego w 1903 r. To był naprawdę duży kompleks.
Panorama ze skałek:
Widok na Góry Kaczawskie:
Dojrzeliśmy gdzieś na poboczu podgrzybki i tak z ciekawości, idąc pod górę, zaczęliśmy zbierać. Wycieczka zmieniła się w grzybobranie wraz ze zdobyciem szczytu.
Warto tu było dotrzeć. Sudecki Włóczykij kolejny raz mnie zaprowadził w fajne miejsce.
Widok na Stóg Izerski i Świeradów-Zdrój:
Gryfów Śląski:
Teraz Wam pokażę coś ciekawego. Na zdjęciu poniżej mamy Stóg Izerski, na który prowadzi kolejka. Koszt Góra-Dół to 79 zł. Proponują jeszcze bilet z tarasem widokowym za 109 zł, ale spod schroniska widok jest bardzo podobny.
Niżej w mieście mamy wieżę widokową, widziałem ją na kilku reklamach. Sky-Walk w cenie 69 zł. Dodatkowe atrakcje typu zjeżdżalnia w dół – osobiście płatne. Porównując ze Stogiem Izerskim i Sępią Górą to widokowo wypada najgorzej, co osobiście cenię sobie najbardziej. Oczywiście dla kogoś innego sama wieża z jej atrakcjami w środku może stanowić największą rozrywkę. Wieża jest największa w Polsce (według ich strony), ma najdłuższe zjeżdżalnie, jakieś szklane mosty i inne.
Na Sępiej Górze jest za darmo i można się przespać w wiacie :D
Z powrotem szliśmy drugą stroną lasu. Na dole zaczęło padać. Po drodze zaczepiliśmy restaurację we Lwówku Śląskim, którą mogę polecić: Lokalizacja na Google Maps.
To tyle! Po przyjeździe do domu było trochę pracy z grzybami.
Podsumowanie całego wyjazdu: W sumie znów taki trochę wyjazd spontaniczny, ale jak zwykle fajnie to wyszło. Lubię skakać po tych pasmach tak w ramach odświeżenia. Do ukończenia Sudeckiego Włóczykija i Korony Sudetów zostało mi już tylko 10 szczytów!

0 Komentarze