Szczerze nie spodziewałem się, że już na początku jesieni tego roku będę jechał zdobyć ostatnie szczyty do odznaki Sudeckiego Włóczykija.
W dodatku spakowałem rower na wyjazd mając w głowie ciekawą trasę.
Całość rozpocząłem w miejscowości Benecko.
Zdjęcie z motywem ostatniej wycieczki. Mamy tutaj Jested oraz Kozakov.
Po tej stronie Karkonoszy nigdy nie byłem, pusto i spokojnie. Inna perspektywa na znane szczyty.
Wielki Szyszak na środku
Szczyt Zadní Žalý całkowicie zalesiony, nie ma tutaj nawet tabliczki. Parę skałek w okolicach szczytu. Atrakcją tego miejsca jest wieża widokowa na pobliskim szczycie Přední Žalý (1019 m n.p.m.) Wieża widokowa Žalý ma 18 metrów wysokości została zbudowana w 1890 roku.
Nie wiem czemu, ale wstęp mi policzyli jak za studenta :D
Widok na Śnieżkę.
Cerna Hora mój ostatni szczyt do zdobycia.
W centrum Kozakov
Byłem zadowolony z widoków. Ogólnie cały wyjazd stał pod znakiem zapytania, bo miało padać, a okazało się, że trafiłem na niezłą pogodę.
Czas na rower, długo nie mogłem znaleźć optymalnej trasy. Chciałem wykorzystać to, że Czeskie góry są w dużej mierze pokryte asfaltowymi drogami. Drogie parkingi też nie ułatwiały sprawy. W końcu znalazłem super opcje z darmowym parkingiem.
Zawsze mnie interesowało, gdy stałem gdzieś wysoko w Karkonoszach co to jest za zbiornik tam na dole. Co to za miasteczko.
Wertując mapę okazało się, że to Zapora Labská na wjeżdzie do Špindlerův Mlýna. Jest tutaj darmowy parking i punkt widokowy. Można nawet zjechać na tyrolce za kilkadziesiąt złotych.
Trasa na rower zajebista, choć od początku trzeba było mocno kręcić pod górę.
Łaba w centrum Špindlerův Mlýna.
To mój główny jesienny wyjazd w tym roku, takich kolorków już więcej nie złapie.
Dałem radę wspinać się rowerem pod górkę 7km. Potem się zaczęła ściana ponad 20% nachylenia, więc pozostało tylko pchać rower do góry. Cały czas po asfaltowej drodze, więc nie było tak źle. Skupiałem się nad tym, że ten dodatkowy wysiłek zostanie uhonorowany na zjeździe.
Po drodze natrafiałem na domki mieszkalne czy na jakiś hotel i restauracje. Tutaj np. Davidovy bouda.
Nareszcie wyjechałem wyżej i pokazały się góry. Po prawo Železný vrch
W pewnym momencie asfalt się urwał, na szczęście do grani nie było już tak daleko. Powoli zacząłem wchodzić w chmury, jak to zwykle bywa w Karkonoszach :D Moravská bouda przy której pojawiło już się sporo turystów.
Miło było podejść do Petrovki, najwyższy punkt dzisiejszego dnia. Chyba też najwyższa wysokość na której znalazłem się rowerem 1283m n.p.m
To miejsce przywołuje mi wspomnienia moich zimowych wypraw, gdy w dużym mrozie odwiedzałem to miejsce :D
W chmurach ukrywa się Špindlerova bouda przy której już za chwilę byłem. Nareszcie mogłem sobie poszaleć na rowerze.
Zawsze mnie bardziej ciągnie do Polski, wolę tak jakoś przebywać u siebie, więc korzystając z okazji podjechałem pod Schronisko Odrodzenie. Niestety bardzo szybko stamtąd odjechałem. Na wejściu przy schodach dmucha wentylator z kuchni i śmierdzi fryturą. Objechałem z drugiej strony budynku, a tam kanalizacją śmierdziało. W środku kolejka na 20 osób, a ceny wiadomo jakie. W Czechach to znacznie lepiej wyglądało.
Czas na punkt programu na który czekałem najdłużej. Z Przełęczy Karkonoskiej na rowerze na sam dół do podnóża miasta. 7km w 11 minut. Ale to była frajda, ponad 50km/h w takich okolicznościach przyrody. Chyba przez to, że tak się tak człowiek namęczył pod górę ten zjazd tak dobrze smakował. W Bieszczadach miałem podobną sytuację, którą bardzo przyjemnie wspominam. (Brzegi Górne - Dwernik)
Wróciłem do auta, podjechałem jeszcze raz nad tamę i ruszyłem na parking by tam przenocować sobie w namiocie. Sobota wieczór, a ja już po 20 w namiocie :)
Dzień 2
Zimno gdy się wstaje z namiotu po ciemku przed 6 rano. Z światłem latarki rozpocząłem wędrówkę. Stwierdziłem, że zanim podejdę do góry to już zrobi się jasno i nie stracę żadnych ładnych widoków. Ciepło się bardzo szybko zrobiło, bo podejście dawało w kość. Na start ponad 500m przewyższenia.
Vlašské Boudy - Poczułem tutaj klimat Beskidu Niskiego, ta jesienna pogoda i te chatki z zapachem oleju do konserwacji desek.
Wszystko zaczęło pływać we mgle. Teren podmokły z charakterystycznymi ścieżkami tworzył moje ulubione kadry.
Na szczęście nie było zbyt wiele punktów widokowych, więc pod tym względem nie straciłem. Bawiłem się fotografią.
W Hotelu Červenohorské sedlo wszyscy jeszcze spali.
W samotności wchodziłem zdobyć Černá hora. Nie czułem tego, że to był mój ostatni szczyt Sudeckiego Włóczykija. Klasycznie w takich momentach niespodzianki, na samej górze zakaz wstępu dla pieszych, więc nawet się tam nie kręciłem. Zrobiłem zdjęcie i zjadłem sobie uroczyste śniadanie z szampanem 300m dalej. Zimno było, więc długo nie posiedziałem.
Dalej polana z domkami. Miałem ochotę zjeść coś jeszcze, ale wszystko na razie pozamykane.
Kolínská bouda wraz z zagrodami zwierząt. Alpaki sobie luzem biegały :D
Wyszedłem z chmur i zaczęły się robić powoli coraz lepsze widoki. Tak przedłużałem sobie ten szlak, miałem dość dużo czasu.
Černá hora się elegancko pokazała.
Lyžařská bouda się już otworzyła, więc zagościłem tam by sobie zjeść zupę czosnkową, kelnerka proponowała również piwo, ale postawiłem na Kofole. Zupa nawet niezła, bardzo dużo sera dali.
Plan super wypalił, widoki się zrobiły, gdy wchodziłem na wieżę widokową na Hnědý vrch. Darmowa, można tutaj wjechać kolejką.
Śnieżka się schowała w chmurach :D
Na dole Pec pod Sněžkou, w którym niedługo będę.
Szlak w dół okazał się być stokiem narciarskim. Nie wiem czy tu tak można chodzić, ale innego wyjścia nie było. Nawet dosyć przyjemnie się szło. To taki ostatni najgorszy odcinek, przed długim płaskim w dolinie.
Już na dolę, cieszyłem się, że idę przez te miejscowości, leżące pod najwyższą górą Czech. Chociaż tutaj ruch niewielki, ludzie siedzieli w premium restauracjach. Takie okoliczności tworzą tutaj parkingi za 300kc (55zł) na kilka godzin, trochę dalej były na cały dzień za 300kc później za 200kc, no i mój najtańszy w całej okolicy za 100kc. Może bym gdzieś się wcisnął za darmo :D
Za tym banerem i obok kupki gruzu schowałem swój samochód na noc :D
To koniec pobytu w Czechach. Teraz bywałem tu dość często. Odznaki się zakończyły, więc naprawdę ciężko powiedzieć kiedy następnym razem tutaj zagoszczę. Mam w głowie Czechy, ale od innej strony :D
To nie koniec wyjazdu. Wjechałem jeszcze obok Świdnicy na szczyt Popiel. Ostatni mój szczyt do odznaki Korony Sudetów Polskich. Góra Popiel to najwyższe wzgórze Równiny Świdnickiej o wysokości 284,4 m n.p.m. Parkuje się przy winnicy i dosłownie kawałek idzie się do szczytu.
Po drugiej strony mamy ławeczkę i piękną panoramę na Masyw Ślęży ze Szczytną.
Wielką Sowę udało się jeszcze elegancko załapać tak na zakończenie :)
Kolejny udany wyjazd za mną. Pewien etap się zakończył.
Sudecki Włóczykij 100/100
Korona Sudetów Polskich 31/31
Korona Gór Polski 28/28
Korona Sudetów 22/22
Diadem Gór Polski 80/80
Wieże widokowe Ziemi Kłodzkiej 17/17

0 Komentarze