Hej
To moja kolejna próba szukania pięknej zimy i zbierania szczytów do odznak.
Tym razem wybrałem się w wschodnie sudety.
Już przed 07:00 rano byłem na szlaku na granicy polsko-czeskiej. Celem była Kalwaria (385 m n.p.m.) jest to najwyższe wzniesienie Przedgórza Paczkowskiego po polskiej stronie. Zaparkowałem od czeskiej strony i polami ruszyłem w krótką kilkusetmetrową drogę. Mróz dokuczał bardzo szybko, aż musiałem trochę pobiegać i postraszyć sarny. Prognozy pogody wskazywały, że cały weekend ma być pochmurny i ma padać deszcz. Ku mojemu zdziwieniu wschód okazał się ładny i mnie bardzo to ucieszyło. Na zdjęciu Biskupia Kopa, na której będę już wieczorem :D
Cisza spokój to był poranek bardzo dobrze zaczęty. Szczyt pośród niczego.
Příčný vrch
Zlatý Chlum
Sokoli vrch
Zobaczcie jak pogoda w 30 minut potrafi się całkowicie odmienić, zaszło słońce, chmury schowały wierzchołki. (na zdjęciu Keprnik) A ja szusowałem asfaltem pod podejście.Oto moja trasa:
W ten weekend miało nastąpić ocieplenie. Tak czułem, że temperatura wędruje powyżej zera, bo śnieg się zaczął kleić. Jednak gdy wchodziłem wyżej to temperatura spadała. Na szlaku jak na te warunki trochę ludzi było, najwięcej narciarzy mijałem. Samo podejście takie jednostajne, takie nie za ostre, ale cały czas do góry.
Zaczął padać śnieg, opady z czasem stawały się coraz mocniejsze. Warunki zrobiło się całkowicie zimowe. Próbowałem to ująć na moich fotografiach.
Gdy wszedłem na grań zaczęło się robić mega mgliście, temperatura spadła myślę, że do -5 lekko. Wiał bardzo zimny wiatr. Jednak narciarzy to nadal nie odstraszało, byłem naprawdę zdziwiony, bo co chwilę ich mijałem.
Szczyt zdobyty, ja zmrożony. Napiłem się moich musów owocowych i ruszyłem dalej. W sumie zależało mi najbardziej żeby się schować do lasu. Śniegu było tutaj sporo, mocno się zapadałem.
Chciałem dojść do szczytu Cervena Hora, ale stwierdziłem, że przy takich warunkach nie ma to żadnego sensu. Dlatego postanowiłem iść przez Vřesová studánka. To był świetny wybór. Można było wejść do środka schronić się przed wiatrem. W dodatku świecił się znicz przy którym ogrzałem dłonie. Jak widzicie na zdjęciu jest drabinka na górę, więc można tutaj awaryjnie przenocować.
Miało tu być w pobliżu jakieś kamienne okno, ale nic takiego nie spotkałem, za to miałem chwilowy problem z nawigacją. Nie wiedziałem gdzie jest odbicie na zielony szlak. GPS trochę wariował, oznaczeń nie było. Skorzystałem z kompasu i tak zacząłem się kierować jednym wytyczonym śladem.
Zapadałem się tutaj czasem prawie po kolana.
Szlak się odnalazł, a ja schodziłem powoli w dół. Z tej strony było bardziej stromo. Nawet się w jednym miejscu wywaliłem i obiłem sobie łokieć :D
Tym niżej tym mgła się rozchodziła i udało mi się zobaczyć drobny widoczek przy skałkach przy szczycie Točník. Nie spodziewałem się tego kompletnie.
Potem to już nawet słońce zaczęło się przebijać przez chmury co mi dało szansę na pobawienie się aparatem. Tak przyjemnie zakończyłem dzisiejszy szlak.
To nie koniec wrażeń, na nocleg postanowiłem wybrać Górski Dom Turysty Pod Biskupią Kopą.
Zaparkowałem po czeskiej stronie na parkingu Petrovy Boudy stąd niecała godzinka trasy.
Przełęcz jest dosyć wysoko więc podejścia jest zaledwie niecałe 200m. Zabrałem wszystko co trzeba i ruszyłem. To będzie mój drugi raz na Biskupiej Kopie. Spotkałem rodzinkę bałwanów :)
Góry Opawskie są specyficzne, lasy zdegradowane przez susze i kornika tworzą jedyny w swoim rodzaju krajobraz. Miałem dużą przyjemność wędrować po tym szlaku z taką panoramą. Rozglądałem się na boki i sprawdzałem na mapie czy tam na tych górkach idzie jakiś szlak.
Na zdjęciu po prawo ten wystający z daleka wierzchołek to Vysoka hora 1031m n.p.m. Centralnie przed nami Solna hora i Kutny rch.
Co ciekawe dojrzałem jakieś szczyty pomiędzy dwoma tymi wierzchołkami. Nie ma ich nazw na mojej mapie, ale za nimi leży Mlzny Kopec.
Wysokie partie Gór Opawskich - Privny vrch
Dlaczego tutaj są takie wielkie słupy graniczne?
Dobrze być już w Polsce. Za chwilę ukazała mi się wieża na Biskupiej Kopie - "18-metrowa murowana wieża widokowa wybudowana w 1898 roku, należąca do naszych południowych sąsiadów, podobnie jak i niewielka baza gastronomiczna z ławkami i stołami." Od mojego ostatniego pobytu sporo tu się zmieniło. Trwa rozbudowa, nowe stoliki, sklepik, pełno tablic informacyjnych. Co najlepsze zaczęło wychodzić słońce.
Oj na taki moment to ja czekałem z pół roku jak nie dalej. Nagle patrzę, tu światło tworzy prawdziwą magię, przebija się pięknie przez chmury. Tak tylko latałem po śniegu i pstrykałem fotki. Śmiałem się, że chociaż będę miał jakieś jedno ładne zdjęcie do pokazania koledze, który tutaj mieszka i bywa tu bardzo często.
Dotarłem do miejsca mojego noclegu. Bardzo miły pan obsługiwał, w środku parę osób, zamówiłem zupę czosnkową (nie była blendowana, nie mój klimat). Na sali ładnie, krawaty tworzyły klimat i historię tego miejsca. Pokoje też w porządku, ciepło i gniazdko w pokoju. Nie mogłem na nic narzekać, a jeszcze miałem super widok nocny na Prudnik i okoliczne miejscowości. Gdyby nie cena 120zł za pokój jednoosobowy to bym tutaj z chęcią wrócił :D
Dzień 2
Pogoda wskazywała na opady i zachmurzenie, więc jakoś nie spieszyło mi się wyjść z schroniska. Wyrobiłem się jednak na wschód słońca licząc na może ciut dobrego światła. Udało się :D
Moja trasa na dół
Sam główny szczyt wznosi się na 892m n.p.m. Sam szczyt niczego nie oferuje, oprócz nawet stromego podejścia. Kawałek dalej mamy piękne wieżę widokową. Wieża pochodzi z 1899r, przeszła parę remontów. Kiedyś było tu nawet schronisko. Niestety nie można było wejść do góry.
To nie koniec, wybrałem się dalej. Zacząłem schodzić po niełatwym stromym terenie w kierunku Čertovy kameny - turistická chata.
Oto ona, cisza spokój. Dopiero się otwierało.
Zanim było krótka trasa na punkt widokowy, który mogę szczerze polecić. Takich zabezpieczeń to dawno nie widziałem. Szczególnie ta drabinka, taka tunelowa. Do tego miałem jeszcze na stopach raczki, więc było całkiem ciekawe się wdrapywać.
Naprawę widokowo tutaj to pierwsza klasa. Tak łatwo dostępny punkt i tak bardzo atrakcyjny.
Na zdjęciu Keprnik
Po lewo Cerna Hora 809, po prawo Kremenac 734
Zapomniałem kijek spod drabiny, więc musiałem się wrócić do schroniska :D Zawsze ich zapomnę. Zaraz tu obok zaczyna się mała trasa edukacyjna, na temat wydobywania złota w tym miejscu.
Fajna wiatka oraz śmieszny punkt widokowy, z którego nic nie widać :D
Trasa krótka, parę punktów informacyjnych i wyrobisk. Z racji mojego zainteresowania się geologią zebrałem tutaj 2 ładne kamienie. Muszę je w końcu obrobić :D
A tu ostatnie zdjęcie trasy, poniżej miasto Jesionik, a góra naprzeciwko to Studniční vrch na który się wybieram.
Miałem problem, bo kolejny start do szczytu mieścił się w Lázně Jeseník. Popularne uzdrowisko, wszędzie ciasno i drogie parkingi. Jak zawsze udało mi się i stanąłem trasy najbliżej jak się dało. Tak na dziko przy ślepej ulicy. Było poza sezonem, nic się tu nie działo, więc nie obawiałem się kłopotów.
Trasa:
Droga na szczyt kompletnie nic ciekawego. Prosto na górę, dzięki temu, że udało mi się tak daleko podjechać autem trasa była prosta. To jeden z tych szczytów przy których zastanawiałem się dlaczego znajdują się w Sudeckim Włóczykij. Prawdopodobnie przez formacje skalne. Na szczycie mokro i mgliście, w pobliżu jest wieża przekaźnikowa.
Spodobał mi się karmnik dla zwierząt. W Polsce takiego nie widziałem.
Kolejny cel znajduje się na Przedgórzu Paczkowskim, rejon w którym wcześniej nie bywałem. Zaparkowałem w miejscowości Žulová z której było widać wzniesienie Boží hora (525 m n.p.m.) "Na szczycie na niewielkiej polanie stoi neogotycki kościół Matki Bożej Bolesnej zbudowany z granitowych ciosów, który wydobywano z nieczynnego już kamieniołomu położonego na zboczu poniżej szczytu." To miejsce bogate geologicznie z czego zdałem sobie sprawę w pobliżu szczytu, ale o tym powiem później. Wchodziłem niebezpiecznym skrótem Przechodząc przez mały sad, oraz miejsce edukacyjne z tablicami o lesie i ładnej altance.
Widoki były świetne, pełna panorama. Niestety, ale kościół był zamknięty. W dole widać miejsce mojego startu.
Tak spoglądając na to co mogę jeszcze ujrzeć ciekawego. Dostrzegłem jakiś szczyt w oddali. Okazało się, że to miejsce na które się wybieram. Mała górka Gromnik, położona niedaleko Strzelina. Lubię dostrzegać takie szczegóły :)
Jednak największą uwagę skupiły na mnie stosy kamieni, zszedłem na dół i zacząłem szukać czegoś ciekawego. Ogólnie nie mam zbyt dużej wiedzy, raczej polegałem na tym, żeby kamień był charakterystyczny.
Taki okaz dorwałem.
Prawdopodobnie to szczotka kwarcu. Muszę ją poddać kąpieli, ale bardzo się kruszy. Spędziłem tam na szukaniu 30 minut, jest w tym pewna frajda. Człowiek tyle kilometrów przebył i rzadko co zwracał uwagę na takie rzeczy. Tak żeby swoją wiedzę w tym zakresie poszerzyć zapisałem się na warsztaty geologiczne. To dopiero za jakiś czas, ale będzie na pewno relacja :D
Tak na zakończenie podjechałem na Gromnik. Z parkingu na górę to dosłownie parę minut. Coraz bardziej się chmurzyło wiatr się ruszył. Czułem, że za chwilę lunie deszczem. Sam Gromnik 393m n.p.m. to najwyższe wzniesienie Wzgórz Strzelińskich. "W czasach prehistorycznych Gromnik mógł być miejscem kultu pogańskiego, podobnie jak Ślęża. Z późniejszych czasów zachowały się ślady grodziska – od VIII do V w. p.n.e. znajdował się tu gród kultury łużyckiej." Później w XV w. powstał tutaj zamek, który został dość szybko zburzony."O ruinach na Gromniku przypomniano sobie dopiero po I wojnie światowej. Na szczycie góry znajdowała się gospoda i wieża widokowa, jednak wysadzono je w 1945 r."
Wieża widokowa jest otwarta w sezonie, więc nie miałem za bardzo czego tu szukać, ale zapamiętam sobie to miejsce, na ewentualną powtórkę.
W drodze do domu rozpoczęła się ulewa, która trwała do nocy. Jestem zadowolony, bo wszystko sprawnie poszło. Wschodnie Sudety mam już załatwione odznakowo. Jednak chrapka na dalsze ich zdobywanie nie minęła :D Chyba teraz potrzebuje ciepła i podróży pod namiot :) Takiego klimatu górskiego muszę znów nabyć.

0 Komentarze