Poranek jak zwykle powolny to dla mnie czas, na przejrzenie powtórek meczów mś, zrobienie śniadanie, napisania relacji. Do tego kąpiel i zanim człowiek się ogarnie robi się przed 10.
Wyszedłem jeszcze nad Zalew Siemianówka zobaczyć i ruszyłem w drogę.
Cerkiew Narodzenia Najświętszej Bogurodzicy w Juszkowym Grodzie.
Cerkiew Podwyższenia Krzyża Pańskiego tutaj akurat trwał pogrzeb nie podkręciłem się bliżej, poleciałem od razu pod ruiny kościoła św. Antoni w Jałówce. Powstał od w 1915r. Niestety w 1944r ucierpiał podczas wojny i tak już pozostał. Dobudowano ołtarz i co roku jest tutaj odpust.

Jechałem wzdłuż granicy po bezdrożach, dla mnie jest to również forma zwiedzania. Przejeżdżając przez wieś Dublany i Mostowlany, znowu miałem pogawędkę ze strażą graniczną. Nawet im moją mapę podróży pokazywałem xD
Cerkiew św. Apostoła Jana Teologa w Mostowlanach.
Totalnie dzika Polska.

Znalazłem się w Tatarskiej wiosce Kruszyniany. Sporo tutaj ludzi było, autokary stały. Na szczęście bez problemu wszedłem do meczetu, gdzie o wszystkim opowiadał Tatar. Bardzo ciekawych rzeczy się dowiedziałem. Zaraz obok jest cmentarz, muzeum oraz restauracja, w której zjadłem porządny obiad. Pierwszy raz w życiu jadłem chłodnik litewski. Idealny na ten upał.




Chłodnik Litewski
Kryszonka
W Krynkach zjadłem podlaskie pierogi i przejechałem się rondem z największą ilością zjazdów, jest aż ich 12. Odbiłem w końcu na zachód, znowu mnie zatrzymała straż graniczna do kontroli. Tym razem z okazaniem dowodu xd
Według poleceń wielu kolejnym moim punktem został Supraśl. Turystów było dość sporo, głównie starszych. Zacząłem od Muzeum Ikon, wstęp był dziś darmowy. Mimo, że tematyka jest mi całkiem obca, to całkiem dobrze się zwiedzało.
Poszedłem na spacer ulicami miasta, mijając zabytkowe domy na ul. 3 maja. Rynek to sama kostka z jednym drzewem, na szczęście plac wokół jest duży i tętni tu życiem. Można tu zejść na plażę i przejść się bulwarami rzeki Supraśl. Tutaj można wystartować kajakiem w spływ. Całe zaplecze pod to jest zrobione.


Zrobiło się popołudnie i przed sobą miałem miasto Białystok. Tak myślałem czy to nie za późno, ale wpisałem w Google największe atrakcje miasta. Na różnych stronach się powtarzały, w sumie kilkanaście bym nazbierał. Wszystko praktycznie przy sobie i nie wymagało wejścia do środka.
Pałac Branickich bardzo mi się spodobał, do środka nie wchodziłem, ale pełno tutaj wszędzie symetrii. Piękny park pałacowy, nie wiem czy widziałem gdzieś lepszy.



Bazylika Archikatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
Centralnym punktem miasta był rynek Kościuszki, długa ulica z palcem, gdzie odbywało się całe życie miasta.
Na jej końcu mamy Cerkiew św. Mikołaja.
Dalej to po prostu nabijałem kilometry wokół centrum, spotykając różne atrakcje.
Bazylika Mniejsza
Opera i Filharmonia
Trochę dalej graffiti, które bardzo chciałem zobaczyć.
To tyle z Białegostoku, tak chyba nie miałem czego tu więcej szukać, zbliżała się noc, musiałem znaleźć nocleg. To akurat dzisiaj nie było proste. W końcu znalazłem miejsce w lesie koło Suraża.
Kolejny zaskakujący dzień pełny ciekawych wrażeń. Tym razem może bardziej na spokojnie.
Dzień 4
To już tak według mojej rutyny zacząłem dopiero od 10. Pierwszy cel najwyższa wieża na Podlasiu. 44m wieża robi duże wrażenie.

Widok na Narwiański Park Narodowy.
"Park znajduje się na obszarze Niziny Północnopodlaskiej w Dolinie Górnej Narwi. Narew na obszarze parku ma charakter rzeki anastomozującej, tworząc mozaikowy układ rozlewisk, siedlisk lądowych i bagiennych"
Właśnie przez tą specyfike nie było jak ugryźć tego parku, jak coś więcej zobaczyć i pobyć w przyrodzie. Gdy próbowałem gdzieś podjechać to albo się nie dało, albo pozamykane wieżę.
W Śliwnie była kiedyś fajna ścieżka z ruchomymi mostami, teraz wszystko pozamykane z powodu niskiego stanu wody.
W Kruszewie dotarłem do wieży widokowej złączonej z domem mieszkalnym. Bardzo mili państwo są właścicielami, trochę podpowiadali o okolicy. Lubię takie miejsce gdzie mogę sobie zrobić chwilę przerwy na kawę, której na co dzień nie pije :)

Podjechałem zobaczyć zerwany most, pogadałem chwilę z pracownikiem Parku Narodowego i na tym zakończyłem pobyt w tym Parku Narodowym. Do jego stolicy Kurowa było prawie 40km, więc nie widziałem sensu tam jechać. Taki trochę niesmak. Tutaj trzeba po prostu przyjechać na kajaki.
Za to znalazłem się w bardzo ładnym miasteczku Tykocin. Tutaj również przepływa Narew.


Ja najbardziej zainteresował się Synagogą, tak mi wyszedł przypadkowo szlak religijny na tym wyjeździe. W środku można się przejść po świątyni, malutkie muzeum, jakieś podstawowe informacje.

Zaraz obok mamy żydowską restauracje Tejsza. W środku mega klimat, bardzo miła pani obsługująca. Zjadłem Hamantasze i popiłem zimnym kwasem chlebowym. Świetne to było :)
Zamek w Tykocinie tylko minąłem, dla wielu jest to największa atrakcja tej miejscowości.
Biebrzański Park Narodowy - największy Park Narodowy w Polsce." Obejmuje dolinę Biebrzy począwszy od ujścia Niedźwiedzicy do Biebrzy, a skończywszy na ujściu Biebrzy do Narwi. Niemal cały bieg Biebrzy znajduje się na terenie parku (ok. 155 km)"
Tutaj na szczęście można było bardziej wejść przyrodę za sprawą ścieżek, np. Długa Luka.


W Dobarzu przesiadłem się na rower. Jest tutaj chyba jedna z najbardziej dzikich ścieżek na jakiej jechałem rowerem. Jak dla mnie super wąsko wśród zarośli, ale tak znowu bez większych trudności, nie trzeba było się zatrzymywać. Ścieżka nie była długa, głównym jej celem była wieża widokowa i zaraz za nią most na rzece Kosódka. Dalej ścieżka zamknięta jest dla rowerów z powodu zarośnięcia i błota.



Wiec wróciłem tą samą drogą i dalej autem jechałem w według Parku Narodowego tak zwaną Carską Drogą. W Osowcu zajrzałem na zamknięty most na Biebrzy.

Później próbowałem dostać się do wszechobecnych tutaj bunkrów. Do jednego tylko się udało, ten największy Fort II ogrodzony i w remoncie.
Tax myślałem co ja jeszcze mogę tutaj zobaczyć, postanowiłem podjechać do Goniądza i przyjechać się drogą przecinająca Park Narodowy. Jest tutaj mała wieża.

Bardziej na wschód nie jechałem, kontynuowałem podróż wjeżdżając do Rajgrodu. To jeszcze Podlasie, choć już w takim innym charakterze. Pochodziłem trochę w najważniejszych punktach ścieżki biegnącej według jeziora Rajgrodzkiego.


Nieopodal wody mamy Górę Zamkową, w średniowieczu był tu gród, później miał powstać zamek, ale podobno zanim został skończony Krzyżacy go zniszczyli. Na wieczór zaplanowałem sobie spacer po Augustowie. Rzeka Netta i kanał Augustowski.

W mieście odbywał się Festyn Nocy Świętojańskiej, poszedłem na chwilę zobaczyć.
Rynek mnie najbardziej zadziwił, bo cały w drzewach. Aż tak dziwnie, człowiek nieprzyzwyczajony:)
Trochę się naszukałem noclegu, ale udało się znaleźć dobre miejsce przy Wigierskim Parku Narodowym.
Krajobraz się zaczął powoli zmieniać, fajnie rozmaicie, chociaż w Parkach Narodowych trzeba było kombinować z atrakcjami.

0 Komentarze