Hejo!!
Przyszedł czas na wyjazd tylko dla mnie. Szlak poprowadzony palcem po mojej wielkiej mapie. Mam piękne wspomnienia związane ze Szlakiem Trzech Pogórzy, więc postanowiłem to sobie troszkę powtórzyć.
Tak więc Wtorek popołudnie, wsiadam do pociągu 1 klasa za 25zł w promocji. Całą drogę do Krakowa sam w przedziale, idealnie :D
Korzystając jeszcze z chwili czasu zajrzałem do centrum Krakowa. Tutaj spory ruch jak na wtorek.
Dzień 1
Zaczynamy !
Startuje z Mszany Dolnej. Dojechałem tutaj busem z Krakowa wczesnym rankiem. Możliwości dojazdowe dworca autobusowego są dość spore, skorzystam z niego jeszcze nie raz.
W mieście dosyć duży ruch, dzieje się, ja szybkim krokiem uciekam w bardziej odludne miejsca.
Tego właśnie potrzebowałem :D
Najbardziej w oczy rzuca mi się Lubogoszcz, tam szedłem Mały Szlak Beskidzki. Od razu się zrobił Beskidzki klimat. Podejście łąką do Wsołowej, pierwszego miejsca na mojej liście.
Widok z Wsołowej. Krajobraz żyleta :D
Na zdjęciu na lewo Śnieżnica, a po prawo mój następny cel - Ćwilin.
Przeszedłem przez Czarny Dział, gdzie na szczycie mamy klasyczny zestaw Beskidu Wyspowego. Tablica z nazwą szczytu, obok niej ławka z imieniem i wielka tablica przestawiające mapę i listę szczytów do odznak. Ukazała mi się tutaj nareszcie Mogielica. W lesie było widać, że ostatnio padało, pełno kałuż i ogólnie mokro.
Podejście było przyjemne, bardzo długie, ale przynajmniej nie paliło tak jak na wałbrzyskiej drabinie. Ekwipunek miałem standardowy, nie był zbyt ciężki. Szedłem bez namiotu. Tylko cienka mata i materac dmuchany. Wiedziałem, że mam super czas, więc sobie poleżałem. Dużo czasu nie minęło i znalazłem się na Ćwilinie. Ogólnie to kompletne pustki na szlaku. Widoczki spoko, ale trochę słońce psuło.
Zobacz wideo z Ćwilina
Luboń Wielki a za nią Babia Góra
Tatry <3
Gorce
Zejście z początku nieprzyjemne, dopiero później się polepszyło, spotkałem ersten turystów dzisiaj.
Na zdjęciu Mogielica. Jeju ten widok był dla mnie z początku przerażający.
Łopień :)
Przy Jurkowie krajobraz zdominował Łopień i Mogielica. Tym bardziej schodziłem w dół to widziałem, że zdobycie królowej Beskidu Wyspowego będzie cięższe. Naprawdę robiła podziw z dołu. W Jurkowie zrobiłem zakupy na kolację i śniadanie.
Ruszyłem powoli w górę, jak zwykle początek podejścia najtrudniejszy, potem zrobiło się znośnie. Od dołu do szczytu tak w równej odległości były pozostawianie obrazki z drogą krzyżową. To był mój taki wskaźnik
Wbiłem na wieżę, ostatni raz nic tutaj nie widziałem tak było mgliście. Ujrzałem tutaj najpierw moją trasę wędrówki na jutrzejszy dzień :) Taki mały spoiler :D
Zszedłem na lubianą przeze mnie Polane Stumorgową. Jest tam ładna wiatka. Tuż obok niestety buduje się jakaś bacówka, akurat 3 gości coś tam cięło, zakłócili mój spokój. Ja rozpaliłem ognisko, zjadłem 4 kiełbaski.
Panowie nareszcie pojechali, po drodze się co chwilę zatrzymując i coś tam szukając, chyba drewno wybierali tak mi się wydaje. Miałem sporo czasu położyłem się na trawie i nawet mi się przysnęło na chwilę.
Przed 20 ruszyłem z powrotem na wieżę na zachód słońca. Niestety jak widać trochę chmury przeszkodziły, ale nie ma co narzekać, bo wyszło też zajebiście.
To ja lubię!
Spójrzcie jak cudownie Ćwilin zapozował w centrum.
Wielki Wierch po lewo w centrum, a za nim Gorc. W sumie byłem tutaj sam, parę biegaczy się pojawiło na chwilę, ale na krótki rękawek to szybko uciekali.
Pan Modyń w centrum.
To ja lubię tak sobie zaplanować po swojemu i potem w pełni korzystać.
Zobacz wideo z zachodu słońca
Wschód miał być po drugiej stronie polany więc zdecydowałem się przenieść z noclegiem na szczyt, żeby mieć blisko na wieżę. Wyszło tak, że spałem pod gołym obok wieży. Troszkę wiało, ale było całkiem komfortowo. Tak właśnie minął pierwszy dzień mojej wyprawy.
Trasa:
Dzień 2
Noc przebiegła dobrze. Ciężko się było wygramolić ze śpiwora, tym bardziej, że widziałem podnosząc głowę, że wschód będzie średni. Wstałem w sam raz. Coś tam udało się złapać, jak słońce wyszło ponad chmury.
04:48
Oczywiście nie było sensu już ruszać w trasę, więc położyłem się i spałem do 7. Co ciekawe jakiś typ z dzieciakiem byli przed 7 na szczycie i dziecko się pytało co tam niebieskiego jest. A typek tłumaczył ktoś tam sobie śpi :) Zjadłem od razu śniadanie, umyłem się i poszedłem prosto w dół.
Tak mi się za późno przypomniało, że fajnie było by zrobić zdjęcie mojego legowiska :D
Szedłem tutaj kiedyś zimą, ale nie mogłem skojarzyć tego szlaku. Zejście ciężkie, bo jednak byłem ponad 1000m n.p.m
Jak widać na zdjęciu nie tylko ja sobie spałem w terenie.
Pogoda znów żyleta :)
Szlak skojarzyłem gdy zacząłem mijać bokiem Łopień. Akurat lali tu nowy asfalt, nieźle śmierdziało i trochę się do butów lepiło.
Pamiętam to miejsce tutaj nadeszły pierwsze moje myśli, że muszę się kiedyś wybrać do Limanowej. Wspaniały krajobraz przedstawiający w centrum Miejską Gorę, a nad nią Sałasz i Jaworz.
Pierwszy raz w życiu dotarłem do Tymbarku. Zacytuję piosenkę SDM:
"Rynek w Tymbarku przykryć można dłonią
Wraz z kościołem i dzwonnicą
Kiedyś byłem tutaj razem z Tobą
Dziś sam dla siebie..."
Mały uroczy pusty rynek wyłożony kostką.
Zadowolony byłem z jednej rzeczy, miałem wiele miejsc gdzie mogłem sobie uzupełnić zapasy czy napić się zimnego napoju. Sklepów było całkiem sporo, chociaż te małe sklepiki drogie, to w Tymbarku trafiłem na taki gdzie Cisowianka była jeszcze bez kaucji xD
Akurat droga prowadziła mnie koło firmy Tymbark.
Szkoda, że dalej szlak się skończył na moście bez powierzchni i z robotnikami na linach. Tak patrzę, obejście to kawał drogi. To ściągnąłem buty i wrąbałem się do Łososiny. Najgorzej było wyjść, cały się pokułem i poparzyłem pokrzywami :) Tak to czasem bywa.
Dobrze było skryć się przed słońcem v lesie. Szedłem sobie spokojnie w kierunku Paproci. W okolicach szczytu był punkt widokowy na Ostrą i Cichoń.
W tej ciszy puszczałem sobie cały czas piosenkę SDM - Tymbark
Posłuchaj piosenki SDM - Tymbark
"A może tylko mi się zdaje
Bo wiosna idzie sobie parkiem
A z wiosną idą wszystkie drzewa
Między Limanową a Tymbarkiem
I żuk majowy jak ksiądz płynie
Przez swą zieloną parafię
I płynie wiecznie majowa procesja
Między Limanową a Tymbarkiem
A w górze Anioł gra zielony
Na swej niebieskiej harfie
Aż drżą wszystkie kościelne dzwony
Między Limanową a Tymbarkiem"
Otoczony pięknym muzycznym klimatem deptałem sobie dalej do Limanowej. Limanowa wydawała się być blisko, ale tak szlak kręcił, że to naprawdę długie kilometry trwało. Już myślałem, że jestem w mieście to znowu wchodziłem w las.
Niebo przykryło się czarnymi chmurami. Zapowiadane były deszcze niedobrze. A miasto jeszcze było całkiem daleko.
Miejska Góra już tak blisko mnie, wiedziałem, że stamtąd będzie piękny widok.
Dobra doszedłem do centrum Limanowej, zaczęło padać. Ja miałem naprawdę wielkie szczęście, że udało mi się prawie nie zmoknąć.
Teraz czas na najważniejszą część dnia. Wielki test Limanowskich zapiekanek. Mówi się, że są tutaj najlepsze w Polsce. Taki jeden youtuber Książulo mocno poleca. Ogólnie głodziłem się do tego sprawdzianu.
Pierwszy Lokal - Primo Zapiekanka
Babka pomyliła zamówienia i dostałem w Boczkiem, ale była świetna. Przypieczony ser i delikatne pieczywo. Obsługa standardowa tak samo jak lokal.
Drugi Lokal - Mała Gastronomia "ZAPIEKANKI"
Mały lokalik podawali 2 rodzaje zapiekanek. Ale zapiekanka zajebista. Tak cholernie serowa. Wszystko tutaj grało i cena 15zł. Klimat tego miejsca, zapach sera unosił się wszędzie. Panie raz dwa robiły zapiekanki na naszych oczach.
Trzeci Lokal - Mini-Gastro "Sweet Prince"
Równie świetna zapiekanka, ale pieczarki w środku trochę za zimne. Cenowo tak jak w 1, ale ciut drożej niż w 2. Tutaj lokal też spoko i najlepszy właściciel. Taki śmieszny. Śpiewał sobie w kuchni, zagadywał.
- Miejsce: Mała Gastronomia "ZAPIEKANKI" (Tu muszę obowiązkowo kiedyś zajrzeć, ostatnio sobie kupiłem zapiekankę w moich okolicach i naprawdę te Limanowskie trzeba docenić)
- Miejsce: Mini-Gastro "Sweet Prince" (Słyszałem, że zajebistą ma szpinakową, też bym chętnie przetestował)
- Miejsce: Primo Zapiekanka
Lokale były niedaleko siebie i ja tak smykałem między jednym a drugim unikając deszczu. Zrobiłem jeszcze ostatnie zakupy na noc, znów zrobiło się ładnie i ruszyłem powoli do przodu, choć to było ciężkie z takim pełnym brzuchem :D
Miałem problem wyjść z miasta, bo modernizowali tory kolejowe. Nie było jak przejść, wpakowałem się w sumie na budowę, ale nikt nie zwrócił na mnie większej uwagi.
Tutaj to już ten fragment w lesie jest dosyć stromy, trzeba było się trochę wdrapać, żeby zdobyć cel.
"Na szczycie Miejskiej Góry znajduje się wysoki krzyż, zwany Krzyżem Jubileuszowym. Został zbudowany w latach 1997–1999 z inicjatywy komitetu społecznego, kierowanego przez Ryszarda Kulmę. Krzyż ma wysokość 37 metrów, rozpiętość ramion 13 m"
Widok z platformy widokowej na krzyżu robił ogromne wrażenie. Tak rozległy :)
Na pierwszej focie po prawo najwyższa z tyłu to Radziejowa. Na drugiej w centrum Mogielica.
Spędziłem tu trochę czasu, aż do momentu gdy zabrzmiała pieśń z głośników centralnie pode mną. Myślałem, że zawału dostane.
Uznałem, że przejdę przez Łysą Górę, żeby ją mieć zaliczoną. Tak na mapie zauważyłem, jakieś schody z napisem piekielnie trudne wejście. Oczywiście musiałem tam iść i schodzić stokiem w dół po takich stopniach. Trochę trzeba się było namęczyć.
Powolutku udało się wejść na grań Pasma Łososińskiego. Ładny bukowy las tutaj rosnął. Tak po kolei zdobywałem szczyt takie jak Sałasz czy najwyższy w okolicy Jaworz, na którym kiedyś już byłem. Tutaj już nikogo nie spotkałem.
Moim miejscem noclegowym była wieża widokowa pod Jaworzem. Będąc już blisko ogarnąłem, że na zachód słońca nie mam co liczyć, bo słońce z drugiej strony. Szczęście się do mnie uśmiechnęło i mogłem podziwiać tęczę.
Wieża ze względu na stan techniczny jest zamknięta. O tym też nie wiedziałem. Dużo na tym nie straciłem. Wiatka obok się jeszcze trzyma. Myślałem, że nie uda się rozpalić ogniska, bo wszystko mokre, ale powybierałem patyczków spod wiatki, poszperałem w lesie i na upieczenie kiełbasek wystarczyło.
Zobacz wideo z ogniska pod Jaworzem
Ładne kolorki zrobiły się pod wieczór. Dobrze, bo sobie w spokoju siedziałem pod wiatą. Wieża zamknięta, więc miałem dużą pewność, że się tu nikt nie pojawi.
Miałem rację, gdy zrobiło się ciemno, rozstawiłem swoje legowisko, pod wieżą.
Urzekł mnie widok jaki mi towarzyszył, gdy leżałem sobie w śpiworze. Wokół światła miejscowości i pobliskich miast. Na zdjęciu Nowy Sącz. Jedno z najlepszych moich miejsc noclegowych w życiu. Obudziłem się w nocy, bo mi było za ciepło, to podniosłem głowę i cieszyłem się widokiem.
Moja trasa:
32.2 km, 1257m (Taka przyjemna trasa, bardzo rozmaicie, więc czas szybko leciał, tym więcej małych kroczków na trasie tym lepiej)
0 Komentarze