Dzień 1
Z Wielkopolski się trochę jedzie. Wyruszyłem we wtorek rano. Po drodze zahaczyłem do miejscowości Jeruzal pod słynny sklep u Krysi. Kupiłem mamrota i cyknalem fote na słynnej ławeczce.
Dalej wjechałem w Podlasie najpierw do Drohiczyna. Zacząłem w górskim stylu od tutejszej wieży widokowej z widokiem na Bug. Jest tutaj także przeprawa promowa, kursująca dość rzadko.
Wypakowalem rower z bagażnika i ruszyłem na krótki trip. Góra Zamkowa wzgórze będące kiedyś punktem siły drohickiego grodu. Już w XI wieku mieliśmy tutaj zabudowania. Zamek zniszczyli ruski i podmywający wzgórze Bug.
Tak poza tym to same obiekty sakralne. Kościół Franciszkanów pw. Wniebowzięcia NMP
Mamy tutaj również wyspę Majówkę. Na szczęście świeżo wycięli trawę i taką piękne trasę mamy wyznaczoną. Przyjemnie się jechało. Sporo ławek i tuby akustyczne, które wcześniej widziałem w Górach Stołowych.
Kościół Wszystkich Świętych
Jest jeszcze szansa uciec w góry :D
Kolejna wieża widokowa, miejscowość Ogrodniki, bardzo podobna do tej poprzedniej, ale widoki średnie.
Zaczęły się robić kilometry w których wyjeżdżałem autem na szuter, normalnie poczułem, że jestem na niezłym zadupiu :) Kasztelik Korona Podlasia taki mini zamek wykonany własnoręcznie przez Pana Jerzego. Bardzo ładny. Można było sobie za darmo obejrzeć, wejść do góry. Byłem zaskoczony jak to jest zrobione z pomysłem.
Święta góra Grabarka. Wiedziałem, że jest to jedno z najważniejszych miejsc dla Prawosławnych. Ogólnie jadąc na Podlasie słuchałem sobie podcastów dotyczących tego regionu, żeby coś więcej się dowiedzieć. Nawet praktyczne rady się przydały, takie jak prawidłowy ubiór w tego typu miejscach. (Długie spodnie i zakryte ramiona) Podchodzę do góry akurat grupka ludzi schodziła na parking. Piękna cerkiew przede mną. Ja zacząłem tutaj kręcić, wszedłem w ten las krzyży i tak zacząłem czuć klimat tego miejsca, czytając napisy i robiąc zdjęcia. Nigdy niczego podobnego nie spotkałem. Obszedłem plac w kółko, gdzieś tam mi mignęła mniszka kierująca się w stronę cerkwi. Zrobiło się pusto i tak pomyślałem, może ta cerkiew jest wyjątkowo otwarta, nacisnąłem na klamkę i udało się wejść. W wejściu parę opisów, poszedłem dalej, uklęknąłem i tak pozostałem 10 minut. Przepiękne miejsce, moja głowa co chwilę zwracała uwagę na inne szczegóły. Mniszki z przodu śpiewały w jakimś obcym języku. (możliwe, że cerkiewnosłowiańskim) Niedaleko mnie po obu stronach siedziały starsze panie w chustach na głowie. Atmosfera Wow, jakbym się przeniósł w czasie. Właśnie po to przyjeżdżam w takie regiony, by móc doświadczać takich rzeczy i ciężko to czymkolwiek innym pobić.
Wieża w Mielniku, ciekawa konstrukcja, wychodzi się na ostatnie piętro drabiną.
Kopalnia kredy w Mielniku, można ją zobaczyć z tarasu widokowego.
Zaparkowałem tutaj auto i znów rowerkiem. Ja pierniczę jakie tu góry są. Wzgórze Uszescie 204m n.p.m ciężko tu było rowerem wjechać. Ciągle jakieś drewniane schody. Serio poczułem się jak na Pogórzu, a nawet lepiej.
Potem długi zjazd do centrum. Cerkiew pw. Narodzenia NMP. Te kolory robią wrażenie.
Ruiny kościoła zamkowego p.w. Trójcy Świętej. "W 1915 r. świątynia spłonęła. Nie została już nigdy odbudowana. W okresie międzywojennym w zakrystii urządzono kaplicę św. Antoniego, zniszczoną w 1941 r. W tym okresie nastąpiła również częściowa rozbiórka murów świątyni."
Kurde dużo tu tych atrakcji, naprawdę jest tu wiele miejsc do zobaczenia. Po prawej stronie od ruin Góra Zamkowa. Schody na punkt widokowy na Bug.
Znowu pod górę tym razem drewnianą kładka na górę Rowską, gdzie doczekałem zachodu słońca. Wiedziałem, że jest tutaj pagórkowato, ale nie spodziewałem się, że aż tak. Do tego wszystko elegancko porobione: kładki, opisy.
Na parkingu straż graniczna się do mnie przypadkowo doczepiła. Pytała o plany i gdzie śpię, a ja że nie wiem gdzieś w namiocie :) Nocleg próbowałem znaleźć przy Bugu, jakaś Topolina się pokazała na mapie. Okazało się to super miejscem, nie tylko ja się tu rozłożyłem namiotem. Parę camperow też było.
Tak minął pierwszy dzień wyjazdu. Całkiem udany. Ogólnie do prawie wszystkich dni oprócz ostatniego, mam napisany taki wstępny opis dnia. Robiłem go wieczorem lub rano.
Noc upłynęła dość spokojnie. Rano pobawiłem się w kucharza. Jajecznica nad Bugiem.
Poszykowałem się i ruszyłem w dalszą drogę. Mijałem kolejne miejscowości. Wkroczyłem w dzikie regiony, więcej mijałem wojska niż cywili. Cerkiew pw. Ikony Matki Bożej Wszystkich Strapionych Radość stoi tuż przy samej granicy z Białorusią. Widać płot z tego miejsca. Cerkiew położona totalnie na uboczu, wybudowana za sprawą objawień w tym miejscu. Później do tego doszło święte źródełko.
Trochę dalej w Tokarkach kościół z 1935r. Przetrwał wojnę bez szwanku, ale wieś została podzielona na dwa kraje. Zasięg mi łapał tutaj Białorusi, przez pewien czas całkowicie byłem odcięty od zasięgu.
Cerkiew pw. Opieki Matki Bożej w Zubaczach
Cerkiew Świętych Kosmy i Damiana z 1797 roku w Czeremsze-Wsi
Cerkiew Opieki Matki Bożej w miejscowości Dubicze Cerkiewne.
Wróciłem na chwilę do współczesności za sprawą tankowania na stacji Skolima. Faktycznie jest tak tanio jak gadają.
Czas na pierwszy Park Narodowy na liście. Białowieski Park Narodowy. Zacząłem zwiedzanie od zagrody. Gdyby były tam tylko żubry to bym sobie darował, z racji tego, że mieszkam obok zagrody żubrów w Gołuchowie. Ludzi nie było za dużo, największy tłum robiły wycieczki szkolne. Fajnie było zobaczyć wilka, rysia, łosia. Te bardziej pospolite: jelenia, sarnę, dzika, konia.
Oczywiście największy wybieg miały żubry, które śmiało podchodziły do ogrodzenia.
Największy był żubroń to hybryda żubra z krową.
Dalej pojechałem do Białowieży i zacząłem pieszą wędrówkę. W Muzeum Parku Narodowego zeszła mi godzina. Chodzi się z przewodnikiem audio w słuchawkach, po ciemnych salach. Dla dorosłych jak najbardziej ciekawa atrakcja.
Obok dworek carski i duży ogród pałacowy ze stawami.
Najstarszy budynek w Białowieży.
Wszędzie są tutaj wieże widokowe, choć niskie to zawsze warto odwiedzić.
Na obiad zjadłem Babkę ziemniaczaną z sosem grzybowym. Restauracja Biesiada https://maps.app.goo.gl/PncmnWvKpfXPPv396
Standardowe danie turysty :D

O 16:00 była okazja wejść do Cerkwii pw. Św Mikołaja. O tyle było fajnie, że przewodnikiem był prawosławny ksiądz. Dużo się dowiedziałem na temat prawosławia. Warto było poczekać. Zdjęć ze środka nie mam, bo chcieli za to 10zł :D
Kolejne wieże widokowe


No dobra, zwiedziłem już sporo. Ale żeby zaliczyć Park Narodowy to trzeba go zdobyć od środka. Jechałem totalnym lasem ponad 20km na parking. Ustaliłem sobie trasę w centrum parku Na samym początku była miejscówka o nazwie Kosy Most, niby tu często są żubry, a to mi najbardziej chodziło, żeby go zobaczyć tak na dziko w przyrodzie, po tylu latach oglądania w zagrodzie. Co najlepsze po kilku minutach czekania się udało. Najpierw w oddali przeszedł jeden a potem drugi. Wróciłem się do auta po lepszy obiektyw, ale już kolejnym ich nie zastałem.



A trasa fajna na rower, pieszo nie ma sensu tutaj chodzić. Za duże dystanse w samym lesie w podobnym krajobrazie. Po drodze zdarzy się czasem jakaś drewniana kładka.

Przejazd przez Stare Masiewo jest godnym uwagi. Domki takie jak widziałem na zdjęciach przedstawiające Podlasie. Miejscowość w sumie przy samej granicy.

Wróciłem jeszcze raz żeby zobaczyć żubra niestety się nie udało, ale i tak miałem szczęście, bo gadałem z kilkoma osobami i żadnemu nie udało się zobaczyć. Zrobiło się później jechałem w kierunku Zalewu Siemianówka, po drodze trafiłem na ładne mgiełki na rzece Narew. Z noclegiem znowu mi się udało tuż przy wieży widokowej, w ślepej uliczce.


Kolejny dzień minął jak najbardziej na plus. W tym momencie byłem pozytywnie zaskoczony.
O 16:00 była okazja wejść do Cerkwii pw. Św Mikołaja. O tyle było fajnie, że przewodnikiem był prawosławny ksiądz. Dużo się dowiedziałem na temat prawosławia. Warto było poczekać. Zdjęć ze środka nie mam, bo chcieli za to 10zł :D
Kolejne wieże widokowe
No dobra, zwiedziłem już sporo. Ale żeby zaliczyć Park Narodowy to trzeba go zdobyć od środka. Jechałem totalnym lasem ponad 20km na parking. Ustaliłem sobie trasę w centrum parku Na samym początku była miejscówka o nazwie Kosy Most, niby tu często są żubry, a to mi najbardziej chodziło, żeby go zobaczyć tak na dziko w przyrodzie, po tylu latach oglądania w zagrodzie. Co najlepsze po kilku minutach czekania się udało. Najpierw w oddali przeszedł jeden a potem drugi. Wróciłem się do auta po lepszy obiektyw, ale już kolejnym ich nie zastałem.
A trasa fajna na rower, pieszo nie ma sensu tutaj chodzić. Za duże dystanse w samym lesie w podobnym krajobrazie. Po drodze zdarzy się czasem jakaś drewniana kładka.
Przejazd przez Stare Masiewo jest godnym uwagi. Domki takie jak widziałem na zdjęciach przedstawiające Podlasie. Miejscowość w sumie przy samej granicy.
Wróciłem jeszcze raz żeby zobaczyć żubra niestety się nie udało, ale i tak miałem szczęście, bo gadałem z kilkoma osobami i żadnemu nie udało się zobaczyć. Zrobiło się później jechałem w kierunku Zalewu Siemianówka, po drodze trafiłem na ładne mgiełki na rzece Narew. Z noclegiem znowu mi się udało tuż przy wieży widokowej, w ślepej uliczce.
Kolejny dzień minął jak najbardziej na plus. W tym momencie byłem pozytywnie zaskoczony.

0 Komentarze